Najnowsze komentarze
 
2011-04-16 16:10
windykator- do wpisu:
Rodzina... ehhhh... rodzina zastępcza!
pewnie że lepiej dać sobie spokój z tym. Są domy dziecka.
 
2011-04-16 16:04
windykacja Warszawa do wpisu:
Bzdura nad bzdurami
Niegłupi ale utopijny póki co.
 
2011-04-16 09:25
rejestr dłużników do wpisu:
Wielgus, seksafera, aborcja itp.
Poza tym większość społeczeństwa to też miernoty i papkę wolą.



Kategorie Bloga
 
Ogólne
 


Moje linki
 


Ulubione blogi
 


Archiwum Bloga
 
Rok 2007

Państwo Bzdur

Prezydent_VI_Rzeczpospolitej

2007-02-12 13:46
 Oceń wpis
   
Do tego wpisu natchnął mnie program telewizyjny o rodzinach zastępczych. Żeby była jasność, podziwiam ludzi, ktorzy się tego podejmują, uważam, że należy je wspierać. Ale... Pzypisy regulujące tę kwestię są mocno kulawe, dlaczego? Dowiedziałam się z tego programu, że rodziny zastępcze mają wpierać kontakty dzieci z biologicznymi rodzicami, że to oni decydują o losach dziecka, itp., itd. Paranoja! Skoro te dzieci trafiły do rodziny zastępczej, to znaczy, że ich rodzice ich nie chcą, lub się z obowiązków nie wywiązywali i dzieci zostały im odebrane. (Pomijam sytuacje, gdy rodziny biologicznej nie stać na ich utrzymanie, to wyjątek, wymagający odminnego traktowania.)

W programie utyskiwano, że tak mało jest chętnych do założenia rodziny zastępczej. Jestem pewna, że gdyby usprawnić prawo, i wyrodnym rodzicoem odbierać  prawa rodzicielskie jak najszybciej, problem by się rozwiązał. Kto chce, aby o losach dziecka, które kocha, zamiast niego decydowała jakaś pijaczka, albo kryminalista? Najczęściej dzieci takich ludzi trafiają do  placówek opiekuńczych, to nie jest stereotyp!

Prawo powinno chronić dzieci, a nie ich rodziców, którzy powinni za błędy płacić. Każdy zasługuje na drugą szansę, ale często nadzieje na to, że ktoś będzie chciał taką szansę  otrzymać są płonne.
Tagi: dzieci


2007-01-31 19:55
 Oceń wpis
   
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że Kazimierz Marcinkiewicz ma zostać prezesem PKO BP, to wpadłam na szatański plan - ja też zgłoszę swoją kandydaturę, a w liście motywacyjnym napiszę, że skoro on może, to ja też. Może nie byłam premierem, ale mam wykształcenie ekonomiczne, nawet wyższe, więc chyba można by nasze kwalifikacje uznać za porównywalne. Można by, gdyby nie fakt, że ja nie mam "pleców" w PiSie. Wcale nie żałuję. W sumie to nie ma czego zazdrościć Kazikowii, bo jak to podsumował dziś mój Mąż: "trwa szmacenie się Marcinkiewicza". Trudno się z tym nie zgodzić. Nasz były premier zachowuje się jak prostytutka - flirtuje z Rokitą, grozi i się podlizuje premierowi. Żałosne to. Czy naparwdę aż tak mało się ceni, że bierze udział w tym  przedstawieniu pod tytułem: "Co zrobi Kaziu?". PKO BP, LOTOS... a może powrót do rządu.  W PiSie podobno mówią, że mógłby robić wszystko... Stara mądrość ludowa głosi: jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Wniosek jest tak oczywisty, że nie będę obrażać Waszej inteligencji pisząc go.
Tagi: marcinkiewicz, pko bp


2007-01-30 13:22
 Oceń wpis
   


Kolejny genialny pomył prorodzinny! Czemu tylko tak mnie przeraził? Dla tych co nie słyszeli o tym przejawie prawdziwego geniuszu posła Piłki – rodziny z minimum 4 dzieci, pod warunkiem, że kobieta zostanie w domu, a mężczyzna będzie pracować, dostanę karnety na wstępy do teatru, kina, na pływalnię itp. Jeżeli dzieci będzie 6, ceteris paribus, to kobieta dostanie pensję w wysokości 1000 PLN za opiekę nad dziećmi.

Dlaczego jestem przerażona? Bo mam dziwne wrażenie, że znajdzie się w naszym folwarku z ulicy Wiejskiej w Warszawie tylu światłych „mężów stanu”, żeby ten pomysł poprzeć. A co to oznacza, poza dodatkowymi socjalnymi obciążeniami dla budżetu? Bieda w Polsce będzie nie tylko patologiczna, ale dziedziczna!!! Jestem pewna, że w rodzinach marginesu społecznego będzie się rodzić po 6 dzieci tylko po to, żeby mieć te 1000 PLN do przepicia… O dyskryminacji mężczyzn, którzy muszą pracować, nie mogę zostać w domu z dziećmi, nie wspomnę. Jeżeli tak się stanie, a żona pójdzie do pracy, to nie będzie przywilejów dla rodziny…

Czas skończyć z tym zacofanym myśleniem o rodzinie!!!!! Polityka prorodzinna jest ważna, ale czas zacząć zachęcać ludzi wykształconych, z perspektywami, żeby nie tylko zostawali w kraju, ale też się rozmnażali. Bo to ich dzieci będą utrzymywać bandę darmozjadów z patologii, którzy edukację skończą na podstawówce i będą skażeni myśleniem: nam się należy. Miejmy nadzieję, że będą jednak na dodatek zbyt  leniwi, żeby kraść.

Może czas odciążyć pracodawców kosztami urlopów macierzyńskich i innych kosztów pracy związanych z ciążą kobiety. Stworzyć zachęty dla nich do zakładania przedszkoli przy miejscach pracy, itp. Skoro na coś idą pieniądze z budżetu, to niech idą na to. Ale żeby się tak stało, ktoś musi pomyśleć, ale to nieprzyzwyczajonych podobno boli…



2007-01-25 16:38
 Oceń wpis
   

Żeby nie było: jestem katoliczką. Po prostu. Nie „wierzącą niepraktykującą”, bo to tak, jakby mieć łazienkę, ale jej nie używać. Tego typu slogany służące do ukrycia obłudy nie są dla mnie. Może dlatego tak mnie denerwują ludzie, którzy szkodzą Kościołowi. Nie mówię tutaj o tak zwanych ateistach,yle="">  którzy, np. winią Kościół Katolicki za epidemię AIDS w Afryce, bo po prostu nie znają nauki Kościoła i nie widzą, że środki antykoncepcyjne w relacjach yle=""> pozamałżeńskich nie są grzechem, grzechem są te relacje, a nie prezerwatywy. Mówiąc kolokwialnie: jak się łajdaczysz, to z punktu widzenia grzechu wszystko jedno, czy z gumką, czy bez. To taka dygresja, nie o tym chciałam, ale mi się przypomniało, że ten argument przy okazji sprawy Simona Mola pojawiał się w co drugim poście na forach internetowych.

 

Ale wracając do meritum tego wpisu… Drażnią i doprowadzają mnie do szału świętoszkowaci politycy i komentatorzy życia społecznego. To oni swoją fałszywą wiarą i, za przeproszeniem, wycieraniem sobie gęby nauką Jana Pawła II, próbują wszystkich nawracać, zapominając, że to nie ich zadanie, że mamy świeckie państwo i, co najważniejsze, zapominają o podstawach nauki Kościoła: „Będziesz miłował (..) bliźniego swego jak siebie samego”; „kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem”, „nie sądźcie, byście nie byli sądzeni”, „widzisz drzazgę w oku bliźniego, a belki we własnym nie dostrzegasz”. yle=""> Mam tego dość. Dlatego, niezbyt dyplomatycznie, apeluję: odwalcie się od Kościoła i wiary, bo przez swoje zacietrzewienie nie jesteście godni, żeby się na jej temat wypowiadać.

 

Jest taka stara mądrość ludowa: „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą”. Jak oglądam czasami relacje z obrad Sejmu, to aż się dymi i zionie ogniem z ekranu…




2007-01-21 19:57
 Oceń wpis
   

Ja jako kibicka… od dziecka, od kołyski, od MŚ w 1986 roku… Mam pomysł! Zlikwidować w Polsce piłkę nożną! Nie będzie wtedy niczego: nie będzie kiboli, nie będzie korupcji wśród sędziów, kolejek cudów, nie będzie PZPN, nie będzie Czarneckiego na jego czele, nie będzie mojego bólu duszy po każdej większej imprezie.

Że sobie kpię? Pewnie, że tak, ale trzeba się zdystansować do tego, co ogłosił minister Lipiec, zdystansować w stosunku do perspektywy zawieszenia naszych (czytaj: polskich) występów w pucharach europejskich i eliminacjach ME. I to teraz, gdy zagraniczny trener, Leo Wspaniały, dokonuje cudów i nasi piłkarze coś wygrywają!

Brak mi słów…

 

Tagi: piłka nożna


2007-01-13 21:38
 Oceń wpis
   

Dziś temat weekendowy. Zupełnie nie związany z naszym systemem politycznym i decyzjami miłościwie nam panujących na wszelkich szczeblach administracji. A mianowicie o karierze medialnej, którą w tym kraju każdy chce, a co gorsza każdy może zrobić. Całe szczęście, że póki co trwa to przysłowiowe 5 minut. Zazwyczaj jednak o te 5 minut za długo, jak na moją wytrzymałość. Do napisania tego wpisu natchnęła mnie Aleksandra Kwaśniewska. Dlaczego? Bo ani nie jest ładniejsza, ani nawet bardziej inteligentna niż przeciętna jej rówieśniczka. Nie jest też osobowością medialną, nie przykuwa uwagi, nie fascynuje. Nawet jej sposób wysławiania pozostawia wiele do życzenia. A jednak jest starletką TVN. Na pewno nazwisko i koneksje taty nie pozostały tutaj bez znaczenia, ale z całą pewnością umiała się też „wylansować” – a tu pokazała majtki w Tańcu z Gwiazdami, a tam zmieniła chłopaka… W jej ślady pragnie podążyć kolejna córka byłego prezydenta – Maria Wałęsa. Jak dotychczas z mniejszym skutkiem, ale czekam tylko, kiedy i ona będzie prowadzić jakiś program. Jedno trzeba pannie Marii przyznać – umie zrobić szpagat, a to jednak ponadprzeciętna umiejętność. Tak oto promuje się w Polsce miernoty pod znanym nazwiskiem.

Czasami nawet nie trzeba mieć znanych rodziców, można też pokazać się w popularnym serialu, zadbać o to, aby tabloidy o nas pisały i niewyobrażalny sukces gotowy! Vide: bracia Mroczkowie i Kasia Cichopek. Właśnie ta ostatnia skarżyła się ostatnio, że nie dostaje propozycji filmowych. Ciekawe dlaczego, prawda? Może dlatego, że w naszym kraju jest wiele naprawdę pięknych, profesjonalnych aktorek z klasą. Reżyserzy nie muszą się więc posiłkować prawie-psychologiem, prawie-aktorką, prawie-tancerką o twarzy nieskażonej myśleniem, która raczej uosabia ideał urody mniej wymagającego widza… (Tak, tak, babska zawiść przeze mnie przemawia, właśnie to. :P) A jednak to Kasia jest ulubienicą tłumów, czy też może raczej motłochu. Widzowie lubią prosty przekaz, pewnie dlatego też uwielbiają Ich Troje, Dodę i Rubika…

Może nie tylko jaki naród, taka władza, ale też jaki naród takie „gwiazdy”.

Tagi: media


2007-01-12 14:00
 Oceń wpis
   

Niedawno zmieniłam nazwisko, sam ten fakt wiążący się z pięknym i ważnym wydarzeniem jest raczej powodem do radości, ale to wszystko, co mu towarzyszy, już znacznie mniej. Dlaczego? Muszę wymienić wszystkie dokumenty, a to znaczy, że przy tej okazji mam wątpliwy zaszczyt zasmakować wrogiego w stosunku do przeciętnego obywatela świata urzędów i urzędników. Te moje zmagania skłoniły mnie do pewnej refleksji – dlaczego w XXI wieku, w dobie komputerów muszę „odstać swoje” przed kolejnymi okienkami, a potem stawiać czoła coraz to nowej pani w tym okienku, która pod względem stroju, obycia, sposobu wysławiania, a przede wszystkim podejścia do „petenta” zatrzymała się w poprzedniej epoce? Cóż, za uśmiech i miły ton nie dostaje dodatku do pensji, no ale za wrzaski i wieczne pretensje chyba też nie? Ale ja przecież nie o tym. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego urzędy w naszym pięknym kraju nie mają JEDNEJ bazy komputerowej ewidencji obywateli. Czy nie wystarczyłoby, abym zadeklarowała w Urzędzie Stanu Cywilnego, że zmieniam panieński nazwisko na nazwisko Męża, aby ta informacja była odnotowana w Urzędzie Miasta i Urzędzie Skarbowym? Jakże ułatwiałoby to całą procedurę… Wystarczyłoby złożyć jeszcze tylko wniosek o dowód, który mógłby mieć tylko 2 rubryki, a nie 20, bo jaki jest sens wpisywania po raz kolejny danych, które i tak już mają? O wypełnianiu NIP-3 nie wspomnę… Nie byłoby to konieczne! Zmiana prawa jazdy i paszportu też byłaby prosta, można by ją przeprowadzić razem z wymianą dowodu. Świat byłby taki piękny, a ile czasu by się zaoszczędziło? Pomijam fakt, że urzędy otwarte są w godzinach, w których przeciętny człowiek pracuje, aby więc objeździć całe miast, musi wziąć sobie dzień wolny, a przecież można ten czas inaczej spożytkować… Zwłaszcza, jak się jest młodą żoną :)

Może ktoś powinien w tym wypadku wziąć przykład z Kościoła Katolickiego, gdzie nie ma takich problemów. Wszelkie informacje trafiają zawsze do parafii chrztu. Jednak te 2000 lat doświadczenia zrobiło swoje. Trzeba uczyć się od najlepszych! Poza tym skoro mamy możliwości stwarzane nam przez komputeryzację, to je wykorzystajmy. Ponadto takie rozwiązanie znacznie by przerzedziło armię polskich urzędników, wcieliło w życie ideę taniego państwa i może, jakimś cudem, na swoich stanowiskach pozostaliby Ci sympatyczniejsi?

Tagi: urzędy


2007-01-09 20:41
 Oceń wpis
   
... ale tragiczna, smutna i poważna sprawa. Przejęłam się tą sprawą. Nie ukrywam, że opis: młoda, wykształcona, wrażliwa kobieta można odnieść do mnie. Może dlatego jakoś nie mogę przestać czytać doniesień o tej sprawie. Żal mi ofiar, potępiam człowieka odpowiedzialnego za ich nieszczęście.

Bardzo żal mi tych dziewczyn, nie tylko dlatego, że mają HIV. Dlatego, że z tą chorobą będą musały żyć wśród tych wszystkich, którzy na różnorakich forach internetowych mieszają je z błotem i wyzywają od najgorszych. Żal mi ich, bo oceniają je ludzie, którym się wydaje, że są nieomylni,że mają monopol na moralne postępowanie, i że nigdy w życiu nie popyłnili żadnego głupstwa, nigdy nikomu niepotrzebnie nie zaufali... Żal mi ich, żal mi siebie, żal mi polskich kobiet, bo każda z nas, która sypia z mężczyzną traktowana jest jak dziwka. Kobiecie polskiej nie jest potrzebne becikowe, tylko edukacja wśród mężczyzn, żeby przestali w końcu stosować podwojne standardy moralne do siebie i nas. Czas, aby w końcu przestali za wszystko winić kobiety...

Apeluję: dajcie spokój tym biednym dziewczynom! Jedyna ich wina sprowadza się do tego, że zaufały. To piękna umiejętność w dzisiejszych czasach, szkoda, że zapłacą za to tak wysoką cenę. A czy któryś z tych mężczyzn, którzy je teraz wyzywają, przebadał się pod kątem obecności HIV? Też może kogoś zarazić, ale wtedy winna będzie przecież kobieta...

Nagle zrozumiałam sens piosenki "To nie ja byłam Ewą"! To powinien być hymn polskich kobiet.
Tagi: kobiety, simon mol, hiv


2007-01-08 19:17
 Oceń wpis
   
... i nie tylko za to, za wszystko, co złe, co się dzieje na świecie. Za smród na Manhattanie też. Takie można odnieść wrażenie słuchając/czytając/oglądając serwisy informacyjne. Dlaczego, do cholery, to nadal jest informacją dnia??????? Dajcie już spokój, znajdzie sobie inny temat zastępczy, bo zaczynam wątpić, czy ktoś w świecie mediów jest w stanie podjąć jakiekolwiek ważne tematy, a politykom w tylko w to graj.

Ten wspis to właściwie kontynacja wczorajszego. Jutro na pewno znajdzie się jakaś nowa bzdura, którą będzie można wziąć na tapetę. Liczę na naszą wspaniałą koalicję, bo coś długo było w niej spokojnie, oczywiście jak na nasze standardy.
Tagi: media, bzdury, wielgus


2007-01-07 19:24
 Oceń wpis
   

To, czego nie lubię najbardziej w polskich mediach, to wcale nie brak rzetelności, wiedzy, słaby styl… Nasze media brylują bowiem w wynajdowaniu tematów zastępczych i to mnie złości i mierzi najbardziej. Zgadzam się, że fakt, iż ktoś był kapusiem SB jest moralnie naganny, zwłaszcza, gdy do czynienia mamy z księdzem, ale czy jest to sprawa tej wagi, aby zajmowała połowę serwisów informacyjnych? Nie! Tak samo mało mnie obchodzi, czy jeden z drugim posłem uwodzili/gwałcili (niepotrzebne skreślić) koleżanki. Nie chcę być tego typu rewelacjami molestowana. O aborcji nie wspomnę… Od kiedy pamiętam jest to jeden z najbardziej eksploatowanych medialnie tematów. Tymczasem… to są bzdury w porównaniu z tym, co tak naprawdę wływa na jakość naszego życia! W jakim stopniu to tak naprawdę wpływa na nasze życie? Śmiem twierdzić, że w niewielkim. Dlaczego więc wzbudzają one tak niezdrowe emocje i stają się pożywką dla popisów oratorskich komentatorów i materiałem dla przydługawych reportaży/felietonów/raportów? Nie wiem… wiem, że chciałabym móc poczytać o sprawach, które mnie osobiście, jak i milionów Polaków, dotyczą. Chcę wiedzieć, co z narodową strategią rozwoju na obecną perspektywę budżetową UE? Co z datą przystąpienia Polski do strefy euro? Polityką obniżania kosztów pracy? I wieloma, wieloma innymi! Dopóki dziennikarze będą sami wyszukiwać tematy zastępcze i pozwalać rzucać sobie ochłapy informacji w postaci aferek, to nie dostaniemy odpowiedzi na te istotne pytania. No bo po co? Skoro wszyscy są szczęśliwi – mają o czym pisać/czytać i jeszcze się bulwersują i dobudowują otoczkę, aby te „newsy” sprawiały wrażenie, że są ważne, istotne i wpływają na naszą rzeczywistość.

 

P.S. Właśnie skończyły się Fakty TVN w całości poświęcone Wielgusowi… Litości!!!!

 

1 | 2 |